„Do widzenia, Preston” – zawołałam od drzwi wejściowych.
„Tak, tak, uważaj na siebie” – odkrzyknął lekceważąco, nawet nie oglądając się przez ramię. „Nie zapomnij zostawić kluczy do domu na konsoli”.
Upuściłam ciężki pęk kluczy na marmurowy stół. Dźwięk rozbrzmiał głośnym echem.
Wyszłam w chłodną, rześką nowojorską noc.
Wyciągnęłam telefon z jednorazowym numerem i wysłałam jednego SMS-a do Eleny.
To się dzieje. Przygotuj salę operacyjną.
Rozdział 5: Zerowy bilans
Ta fatalna noc miała miejsce trzy dni temu.
Dziś siedziałam na sali sądowej i podpisałam papiery rozwodowe, prawnie zrywając więzy z jego nazwiskiem. Dziś nie byłam już uległą żoną. Byłam wszechmocną Powierniczką.
I oficjalnie rozpoczęły się zajęcia.
Preston, jak można było przewidzieć, nie zmarnował absolutnie ani chwili.
e. Niecałą godzinę po aroganckim wyjściu z sądu moje cyfrowe alerty śledzenia – do których nadal miałem dostęp administracyjny za pośrednictwem rodzinnego konta w chmurze – gwałtownie zapiszczały.
Obecnie znajdował się w Obsidian Tower. Był to najnowszy, najbardziej ostentacyjnie drogi, ultraluksusowy kompleks mieszkaniowy na całym Manhattanie. Był niezwykle odpowiedni. Preston zawsze żywił zgubny pociąg do błyszczących przedmiotów, którym zupełnie brakowało solidnej konstrukcji.
Usiadłem wygodnie w moim tymczasowym centrum dowodzenia – rozległym apartamencie w St. Regis, który zabezpieczyłem za własne, prywatne fundusze. Miałem otwartego laptopa, Felixa w trybie głośnomówiącym, a na drugim monitorze wyświetlał się na żywo, przewijany obraz z korporacyjnych transakcji bankowych.
„Właśnie próbuje zainicjować transakcję” – zauważył Felix, a jego głos brzmiał spokojnie, jakby szeptał przez telefon.