„Dlaczego to robisz?” Arthur zapytał, jego jasnoniebieskie oczy były zaskakująco przenikliwe, wwiercając się prosto w moje. „Dlaczego pozwalasz mu kraść kredyt? Dlaczego pozwalasz mojej żonie traktować cię jak tani, ozdobny wazon?”
„Bo jest moim mężem” – powiedziałam lekko drżącym głosem. „Bo go kocham. I bo naprawdę chcę, żeby dziedzictwo tej rodziny przetrwało”.
Artur westchnął ciężko i na chwilę zamknął oczy. „Lojalność. Niezwykle rzadki towar. I niewiarygodnie niebezpieczny, jeśli trafi w niepowołane ręce”. Otworzył oczy. „A mój syn, Meredith, jest w niepowołanych rękach”.
„Próbuje” – odparłam, bardzo słabą obroną.
„Jest słaby!” – warknął Arthur, a monitor pracy serca obok niego zaczął piszczeć szybciej. „Jest słaby. Jest głęboko próżny. I zbyt łatwo nim rządzić. Lorraine rozpieściła go do cna. Jeśli umrę i zostawię mu kontrolny udział w tej firmie, zrujnuje ją w niecałe dwa lata. Albo, co gorsza, sprzeda ją na części, żeby sfinansować swój styl życia.
Wyciągnął rękę i chwycił mnie za nadgarstek. Jego uścisk był szokujący w swojej desperackiej sile.
„Zbudowałem tę firmę z zakurzonego warsztatu stolarskiego w garażu. Absolutnie nie pozwolę jej umrzeć z powodu niekompetencji mojego plemnika. Potrzebuję następcy. Prawdziwego”.
„Panie Clay, nie ma nikogo innego” – powiedziałem delikatnie.
„Jest pan”.
Wyciągnął rękę i nacisnął przycisk połączenia na poręczy łóżka. Niecałą minutę później do pokoju wszedł mężczyzna w eleganckim garniturze. To nie był lekarz. To był Felix, starszy bankier z Zurychu, w towarzystwie notariusza, którego nie rozpoznałem.
„Co to jest?” – zapytałem, powoli wstając.
„To” – powiedział Arthur, a jego głos nabierał siły – „jest Fundusz Nieruchomości Rodziny Clay. Poleciłem mojemu zespołowi prawnemu, żeby to sporządzili miesiące temu. Po prostu czekałem, żeby zobaczyć, czy rzeczywiście jesteś wystarczająco twardy, żeby udźwignąć ten ciężar.
„Udźwignąć co?”
„Własność” – powiedział bez ogródek Arthur. „Obecnie przenoszę osiemdziesiąt procent akcji z prawem głosu – cały mój kontrolny udział – bezpośrednio do tego trustu. Wymienionym beneficjentem jest formalnie Preston. Otrzymuje kwartalne dywidendy, luksusowy styl życia, wykwintne kolacje. Ale powiernik… osoba z wyłącznym, niepodważalnym prawem do głosowania akcjami, zatrudniania i zwalniania zarządu, kontrolowania aktywów trwałych…” Wycelował we mnie drżącym, pokrytym plamami wątrobowymi palcem. „To ty”.
Wpatrywałem się w niego, a sterylna sala szpitalna zaczęła wirować. „Panie Clay, ja… nie mogę tego zrobić. Preston nigdy się na to nie zgodzi. Lorraine dosłownie spróbuje mnie zabić”.
„Nie dowiedzą się” – wyszeptał Arthur konspiracyjnie. „W tym tkwi absolutne piękno tej struktury. To ślepy trust z klauzulą opóźnionej aktywacji. Dopóki pozostajesz prawnie w związku małżeńskim z Prestonem, a firma pozostaje wysoce rentowna, on może pełnić rolę prezesa. Ty nadal pociągasz za sznurki z ukrycia, dokładnie tak jak to robiłaś do tej pory”.