Dziesięć minut po wysłaniu tej wiadomości nastrój w pokoju zaczął się zmieniać.
Telefony zawibrowały. Twarze zbladły. Zadufana pewność siebie zniknęła.
Wtedy otworzyły się drzwi do jadalni.
Do środka weszło kilku mężczyzn w garniturach — członków zespołu prawnego firmy — niosących dokumenty.
Podeszli do Diane, Brendana i Jessiki i wręczyli im oficjalne zawiadomienia.
Kiedy Diane czytała gazety, jej twarz odpłynęła. Brendan spojrzał na mnie z niedowierzaniem, a świadomość w końcu do niego dotarła.
„Nie… nie możesz tego zrobić” – wyjąkała Diane.
Ale to już było zrobione.
Firma od lat znajdowała się pod moją kontrolą, a teraz musiała ponieść konsekwencje swojej arogancji.
Ludzie, którzy ze mnie naśmiewali, zaczęli jeden po drugim błagać mnie o litość.