Piekarnia lśniła, gdy weszłam. Masło i cukier wypełniały powietrze i przez chwilę udawałam, że jestem po prostu kolejną kobietą kupującą śniadanie dla kogoś, kogo kocha.
Kasjerka się uśmiechnęła. „Co podać?”
„Dwie bułeczki cynamonowe, pudełko zwykłych ciastek i czarną kawę” – powiedziałem.
Zapłaciłem ostrożnie i pojechałem w stronę szpitala, zostawiając torbę na siedzeniu obok, wyobrażając sobie reakcję Lucasa.
W środku poczułem znajomy zapach antyseptyku. Jeden z wolontariuszy wspomniał, że Lucas jest na dziedzińcu z innym pacjentem. Skierowałem się w stronę szklanych drzwi, wygładzając włosy i starając się wyglądać na mniej zmęczonego.
Wtedy go usłyszałem.
„Przystosuj się” – powiedział Lucas. „Ludzie myślą, że to tragiczne, ale szczerze mówiąc, są plusy”.
Drugi mężczyzna się roześmiał. „Twoja żona robi wszystko. To ci nie przeszkadza?”
„Dlaczego miałoby przeszkadzać?” – odparł Lucas bez skrępowania. „Marianne jest niezawodna. Nie odchodzi. Nie ma dokąd pójść”.
Zatrzymałem się tuż poza zasięgiem wzroku, z zapartym tchem.