Po pogrzebie babci wróciłam do domu, w którym mieszkała, żeby spakować resztę jej rzeczy. Mąż nalegał, żebyśmy sprzedali go jak najszybciej,

e pazurami, ustąpiły. Stworzenie, pół wilk, pół człowiek, zrobiło krok naprzód. Jego wzrok padł na mnie, a potem na Romana.

Wszystko wydarzyło się w jednej chwili. Cios, krzyk, nóż spadający na podłogę. Roman zniknął z głuchym warkotem w miażdżącej ciemności rozdzieranej zębami. Jego głos załamał się niczym przecięta struna.

Stałem tam, nie mogąc się ruszyć, słysząc jedynie rozrywane ciało, bulgotanie cichnące w ciszy. Stworzenie uniosło głowę i spojrzało na mnie. Jego oczy… jedno błękitne, drugie bursztynowe. Te same, które miała moja babcia na starym portrecie.

„Uciekaj, dziecko” – usłyszałem w głowie.

Wybiegłem z piwnicy, nie pamiętając, że zatrzasnąłem za sobą drzwi. Dom był za mną, a w piersi dudniło mi uczucie strachu zmieszane ze zrozumieniem. Sąsiad wiedział. Babcia wiedziała. Teraz ja też wiedziałem.

A kiedy się obejrzałem, w małej piwnicy nie było już światła. Tylko dwoje oczu błysnęło w ciemności, a potem zgasło.