Poszedłem do szpitala, żeby zająć się synem, który złamał nogę – wtedy pielęgniarka wręczyła mi karteczkę: „Kłamie. Sprawdź kamerę o 3 nad ranem”.

***

Howard wyglądał tak malutko na tym wielkim szpitalnym łóżku. Jasnoniebieski gips był już owinięty od kostki do kolana.

„Hej, kolego.” Pochyliłem się i pocałowałem go w czoło. „Wystraszyłeś mnie.”

„Przepraszam” – wyszeptał. Jego oczy były zaczerwienione.

„Wystraszyłeś mnie.”

„Po co? Nie zrobiłeś tego celowo.”

„Za upadek”. Nie patrzył mi w oczy.

„Znowu robiłeś jakieś sztuczki?” – zapytałem delikatnie. Nie byłem nawet zły; chciałem tylko wiedzieć, co się stało. Howard uwielbia próbować przeskakiwać przez krawężnik, chociaż tysiąc razy powtarzałem mu, żeby poczekał, aż podrośnie.

„Mówiłem ci” – przerwał mu Jasper. „Po prostu stracił równowagę. Żadnych sztuczek. Po prostu dziwnie się poślizgnął na podjeździe”.

Chciałem tylko wiedzieć, co się stało.

Howard poruszył się niespokojnie na łóżku. Spojrzał na tatę, potem na gips, a potem na podłogę.

Coś było nie tak. Czułem to w głębi duszy, ale nie chciałem wszczynać kłótni na oczach mojego rannego syna.

„No cóż, najważniejsze, że już wszystko jest w porządku” – powiedziałem, chociaż w mojej głowie panowała galopada.

Zostałam przy łóżku, głaszcząc Howarda po włosach, podczas gdy on zasypiał i budził się. Jasper siedział w kącie, wpatrując się w telefon.

Tego wieczoru weszła kobieta w marynarskim uniformie. Na jej odznace widniał napis „Pielęgniarka Oddziałowa”. Była sprawna i cicha, sprawdzała parametry życiowe Howarda i zapisywała coś na karcie.