„Przepraszam, że wystraszyłam pańskie dzieci” – powiedziała. „Nalegałam, żeby przyjść osobiście”.
Jej syn wystąpił naprzód. Mężczyzna po pięćdziesiątce, ubrany skromnie, ale o pewnej sobie postawie.
„Moja matka nie spała całą noc” – powiedział mi. „Ciągle powtarzał, że musimy coś zrobić. Że to nienormalne, żeby odebrać komuś życie i odejść z pustymi rękami”.
Policjant wyciągnął kopertę.
„Wezwano nas, bo pani chciała, żebyśmy się upewnili, że wszystko zostało załatwione… oficjalnie”.
Podali mi kopertę.
W środku był dokument i czek.
50 000 lei.
„To nie nagroda” – powiedziała szybko kobieta. „To podziękowanie. Za zaszczyt. Za pokazanie dzieciom, co to znaczy postępować właściwie, nawet gdy jest ciężko”.
Moje dzieci przestały płakać. Wpatrywały się szeroko otwartymi oczami w radiowozy.