Zapadła długa cisza.
„Prześlij mi adresy” – powiedziała Maria. „Jutro poproszę opiekę społeczną, żeby je sprawdziła”.
„Już zapewniliśmy im jedzenie, opiekę medyczną i naprawy” – odpowiedział Rocco. „Ale będą potrzebować ochrony przed odwetem”.
„Rocco… co właściwie planujesz?”
„Co powinnam była zrobić w chwili, gdy ktoś wykorzystał moją reputację, by głodzić dzieci”.
Vincent przybył dokładnie godzinę później.
Niósł cienką teczkę z dokumentami, a na jego twarzy malował się nerwowy uśmiech człowieka, który ma nadzieję, że uda mu się wybrnąć z opresji.
Biuro Rocco zajmowało całe najwyższe piętro budynku. Okna sięgające od podłogi do sufitu wychodziły na port.
Vincent bywał tam już wiele razy, ale dziś zawahał się w drzwiach.
„Usiądź” – powiedział Rocco, nie podnosząc wzroku.
Vincent usiadł i położył teczkę na biurku.
„Szefie, jeśli chodzi o sprawę Thompsona, to mogę to wyjaśnić.”
„Proszę, zrób to.”
Vincent odchrząknął.
„Mąż przyszedł do mnie 6 miesięcy temu, desperacko potrzebując pieniędzy. Powiedział, że jego żona jest w ciąży i potrzebują gotówki na rachunki medyczne. Powiedziałem mu, że zazwyczaj nie udzielamy pożyczek osobistych, ale błagał. Zaoferowałem 20% odsetek.”
Rocco w końcu podniósł wzrok.
„Pokaż mi dokumenty.”
Vincent przesunął dokument po biurku.
Rocco przyjrzał mu się uważnie.
Podpis wyglądał przekonująco. Warunki wydawały się uzasadnione.
Z wyjątkiem jednego szczegółu.
„Vincent” – powiedział cicho Rocco. „Która jest dzisiaj data?”
„15 listopada”.
„A kiedy zmarł Marcus Thompson?”
Twarz Vincenta zbladła.
„Sierpień. 23 sierpnia.”
„Podpisał więc umowę pożyczki 2 miesiące po swojej śmierci”.
W biurze zapadła cisza.
Usta Vincenta otworzyły się, ale nie wydobyły się z nich żadne słowa.
Rocco wstał i powoli obszedł biurko, aż znalazł się za krzesłem Vincenta.
„Sfałszowałeś podpis zmarłego, żeby usprawiedliwić kradzież od jego wdowy i córki”.
„Szefie, mogę wyjaśnić—”
„Zabrałeś meble 7-letniej dziewczynce.”
Rocco położył dłoń na ramieniu Vincenta.
„Pozostawiłeś pogrążoną w żałobie matkę bez możliwości wykarmienia dziecka. Narobiłeś siniaków na ramieniu tego dziecka”.
Jego głos pozostał spokojny, ale powietrze w pomieszczeniu zdawało się zamarzać.
„I zrobiłeś to używając mojego nazwiska.”
Vincent próbował się odwrócić, ale ręka Rocco przytrzymała go.
„Ile innych rodzin?”
„Nie wiem, co masz na myśli.”
„Ile jeszcze sfałszowanych dokumentów? Ilu jeszcze zmarłych mężów, którzy w tajemniczy sposób pożyczyli od nas pieniądze? Ile jeszcze dzieci głoduje, bo postanowiłaś zbudować własne imperium?”
Oddech Vincenta przyspieszył.
„Szefie, musisz zrozumieć. Ci ludzie… to nikim. Nie mają znaczenia dla prawdziwego biznesu. Ja tylko dorabiałem.”
„Zła odpowiedź.”
Rocco zacisnął mocniej uścisk.
„Ta mała dziewczynka próbowała sprzedać mi swój rower, żeby móc nakarmić swoją matkę”.
Vincent słabo wzruszył ramionami.
„Dzieciaki wracają do formy”.
„Jeszcze gorsza odpowiedź.”
To, co wydarzyło się później, odbiło się echem na każdym szczeblu organizacji Rocco.
Wiadomość o tym, co spotkało mężczyzn krzywdzących dzieci.
O tym, co stało się z mężczyznami, którzy wykorzystali nazwisko Moretti, by żerować na niewinnych rodzinach.
Ponieważ Rocco odkrył, że jest tam 6 innych rodzin.
Sześć kolejnych sfałszowanych dokumentów.
Sześcioro kolejnych dzieci zmuszonych było patrzeć, jak obcy ludzie kradną im wszystko, co posiadają.
A rano Vincent Caruso miał pomóc odzyskać każdą ukradzioną rzecz.
Czy chciał, czy nie.
Część 3
O świcie Rocco miał już wszystko, czego potrzebował.
Z zapisów bankowych wynika, że prywatne konta Vincenta powiększyły się o ponad 200 000 dolarów w ciągu zaledwie 6 miesięcy. Nagrania z monitoringu pokazały, jak osobiście ładował skradzione meble do nieoznakowanych ciężarówek.
Najbardziej obciążającym przypadkiem była sprawa wynajętego pod fałszywym nazwiskiem pomieszczenia magazynowego.
Wewnątrz znajdowały się rzeczy należące do 7 rodzin, które okradł.
Vincent siedział przywiązany do krzesła w tym samym pomieszczeniu magazynowym, otoczony dowodami.
Łóżeczka dziecięce. Zdjęcia rodzinne. Obrączki ślubne. Zabawki dziecięce. Nawet wózek inwalidzki należący do starszego mężczyzny, który ledwo mógł się bez niego poruszać.
„Zwrócisz wszystko” – powiedział cicho Rocco, krocząc między stosami skradzionych rzeczy. „Każdy talerz. Każdy koc. Każdą zabawkę. I przeprosisz każdą rodzinę osobiście”.
Twarz Vincenta była opuchnięta od nocnego przesłuchania, lecz w jego oczach nadal tlił się gniew.
„A potem co?” zapytał. „Pozwoliłeś mi odejść? Oboje wiemy, że to tak nie działa”.
Rocco zatrzymał się przed małym różowym misiem. Podniósł go, przypominając sobie, jak Emma ściskała kierownicę roweru z tą samą desperacką siłą.
„Masz rację” – powiedział Rocco.
„To tak nie działa.”
Odwrócił się w stronę Vincenta.
„Okradłeś dzieci. Podrobiłeś dokumenty, używając nazwisk zmarłych. Dorwałeś siedmioletnią dziewczynkę”.
Każde słowo niosło ze sobą ciężar wyroku śmierci.
„W moim świecie przekroczenie pewnych granic pociąga za sobą pewne konsekwencje.”
„Szefie, proszę” – powiedział Vincent. „Naprawię to. Oddam potrójną sumę, jaką wziąłem. Zniknę”.
„Vincent, w chwili, gdy skrzywdziłeś te rodziny, przestałeś być moim problemem”.
Rocco delikatnie odłożył misia.
„Stałeś się ich.”
Przez następne 3 godziny Vincent pod czujnym okiem ludzi Rocco ładował ciężarówki skradzionymi towarami.
Wszystko zostało skatalogowane i przygotowane do zwrotu.