„Bank twierdzi, że to zlecenie obejścia pochodziło od Meredith Vance”.
Cisza w luksusowym salonie była absolutnie ogłuszająca. Sprzedawca cofał się powoli, patrząc na Prestona, jakby nagle zaraził się wysoce zakaźną chorobą. Tiffany rzucała swoje markowe okulary przeciwsłoneczne na marmurową podłogę.
„Meredith?” szeptał Preston, a jego rzeczywistość rozpadała się na milion nieodwracalnych kawałków. „To… to niemożliwe. To tylko żona”.
Siedząc w moim apartamencie w St. Regis, obserwowałem, jak rejestr transakcji na ekranie migał ostatecznym, definitywnym czerwonym napisem ODMOWA.
Wziąłem powolny, głęboko satysfakcjonujący łyk espresso. Smakowało jak absolutne zwycięstwo.
„Felix” – poinstruowałem wyraźnie do telefonu. „Wyślij powiadomienie push bezpośrednio na jego urządzenie mobilne. Tylko standardowy format SMS-a”.
„Treść, pani Vance?”
„Powiedz mu: Saldo do zapłaty”.
Obserwowałem migającą kropkę GPS na cyfrowej mapie. Doskonale wyobrażałem sobie jego twarz – arogancki rumieniec odpływał, zastąpiony przerażającą świadomością, że pasożyt, którego, jak mu się wydawało, chirurgicznie skutecznie usunął, był w rzeczywistości żywicielem utrzymującym go przy życiu.
Ale to był zaledwie pierwszy strzał ostrzegawczy.
Prawdziwa wojna miała się dopiero zacząć.