Juniper wyszła z domu, trzymając mojego brata za rękę. Wyglądała maleńko pośród tych wszystkich wpatrzonych w nią twarzy. Pierś bolała mnie tak mocno, że czułam się jak siniak.
Przykucnąłem z mikrofonem opuszczonym. „Powiedz mi, co ci powiedziała” – powiedziałem delikatnie.
Juniper przełknęła ślinę. „Powiedziała, że wszystko psuję” – powiedziała wyraźnym głosem. „Powiedziała, że jeśli powiem ci, co widziałam, wybierzesz mnie, a ona przegra”.
Wśród gości rozległ się szmer. Uśmiech Maribel zniknął.
Juniper kontynuowała, spokojnie, jakby ćwiczyła w myślach. „Była wczoraj wieczorem w twoim biurze. Wyjęła papiery z niebieskiej teczki”.
„Podaj mi swoją torebkę.”
Maribel zaśmiała się ostro i fałszywie. „Ma dziewięć lat” – powiedziała. „Jest zazdrosna. Wyobraża sobie różne rzeczy”.
Juniper podniosła wzrok i spojrzała jej w oczy. „Liczyłam” – powiedziała. „Trzy papiery. Schowałaś je do torebki”.
Twarz Maribel stężała. „Przestań” – warknęła, a jej słodycz zniknęła. Powoli wstałem.
„Maribel” – powiedziałem – „podaj mi swoją torebkę”.
Jej oczy się rozszerzyły. „Przepraszam?”
„Podaj mi to” – powtórzyłem.
Próbowała przejść obok mnie w kierunku bramy.
Maribel cofnęła się. „Nie. Nie upokarzasz mnie.”
„Upokorzyłeś moją córkę” – powiedziałem spokojnym głosem. Spojrzałem na brata. „Zadzwoń na policję. I po ślusarza”.
Mój brat zawahał się przez pół sekundy, po czym wyciągnął telefon. Głos Maribel zadrżał.
„Mówisz poważnie?” – warknęła. „Nie możesz mi tego zrobić na oczach wszystkich!”
„Zrobiłeś to na oczach wszystkich” – powiedziałem. „W chwili, gdy uznałeś, że miejsce mojej córki powinno być na podłodze w łazience”.
Próbowała przejść obok mnie w kierunku bramy. Urzędnik stanął jej na drodze, nie dotykając jej. Maribel spiorunowała go wzrokiem.
Jej twarz znów się zmieniła.
„Ruszaj się” – powiedziała.
Juniper drgnęła, lekko i natychmiast. To drgnięcie mnie spaliło.
Maribel odwróciła się do mnie z zaciśniętymi zębami. „Myślisz, że jesteś jakimś bohaterskim wdowcem” – syknęła. „To tylko ja jestem powodem, dla którego nie toniesz”.