
Pewna kobieta wyszła wieczorem wyrzucić śmieci i znalazła w nich prawie nową sofę. Postanowiła zabrać ją do domu. W domu wraz z mężem zaczęli ją naprawiać, ale nagle mąż krzyknął: „Patrz, co to jest…”.
Daniel pokręcił głową, ale się uśmiechnął.
„Dobra, skoro już to przyniosłeś, spróbujmy. Tylko jeśli będą w tym karaluchy, to je zabiorę.”
Wnieśli krzesło do pokoju. Daniel wziął swoje narzędzia i zaczął ostrożnie zdejmować starą tkaninę. Emma tymczasem wyjęła grubą, jasną tkaninę, trochę nici i postawiła maszynę do szycia na stole.
„Kto to w ogóle zmontował?” – mruknął Daniel, wyrywając zszywki. „Jest solidnie przymocowane, ale zrobione byle jak. Widać, że nie zrobił tego fachowiec”.
Zdjął tapicerkę z oparcia i przeszedł do siedzenia. Kiedy materiał prawie zniknął, nagle zamarł.
„Emma… chodź tu. Szybko.”
W jego głosie było coś dziwnego. Emma podeszła i pochyliła się nad krzesłem.
To, co zobaczyli w środku, wywołało u nich dreszcze. 
Odsunął wypełnienie, odsłaniając pakunek. Potem drugi. I trzeci.
Były to starannie złożone pliki banknotów studolarowych, przewiązane gumkami.
