Ale wkrótce było jeszcze gorzej

Potem przyłapałam się na tym, że szukam wymówek, zanim jeszcze cokolwiek powiedziałam.
Zaczął czepiać się jedzenia. Albo było za słone, albo za mało słone, albo „kiedyś było lepsze”. Pewnego dnia puściłem kilka starych piosenek, które uwielbiałem. Wszedł do kuchni i powiedział: „Wyłącz to. Normalni ludzie nie słuchają takich rzeczy”. Wyłączyłem. I z jakiegoś powodu poczułem się taki pusty.
Pierwsze prawdziwe załamanie nastąpiło nagle. Był zirytowany, zadałem proste pytanie, a on krzyknął. Potem rzucił pilotem o ścianę. Roztrzaskał się. Stałem i patrzyłem, jakby to się nie działo. Później przeprosił, mówiąc, że jest zmęczony i pracuje. Uwierzyłem mu. Naprawdę chciałem mu uwierzyć.
Ale potem zaczęłam się go bać. Nie jego ciosów – nie było żadnych. Bałam się jego nastroju. Chodziłam ciszej, mniej mówiłam, starałam się czuć swobodnie. Im bardziej się starałam, tym bardziej się wściekał. Im ciszej się robiłam, tym głośniej krzyczał.