Ostatnią kroplą było zepsute gniazdko.
Powiedziałem mu po prostu, że musimy wezwać elektryka. Obwinił mnie, zaczął sam to naprawiać, wkurzył się, rzucił śrubokrętem, nakrzyczał na mnie, na gniazdko, na cały świat.
I wtedy zdałem sobie sprawę: będzie tylko gorzej. On się nie zmieni. A ja już prawie zniknąłem.
Wyszłam cicho. Podczas jego nieobecności zebrałam dokumenty, ubrania, najpotrzebniejsze rzeczy. Wszystko inne zostawiłam. Położyłam klucze na stole, napisałam krótką notatkę i zamknęłam drzwi.
Zadzwoniłam do córki. Powiedziała tylko jedno: „Mamo, chodź”. Nie zadawała żadnych pytań.
Zadzwonił, napisał, obiecał zmianę. Nigdy nie odpowiedziałem.
Teraz znów żyję spokojnie. Jestem z córką. Pracuję, spotykam się z przyjaciółmi, oddycham swobodnie. I teraz wiem na pewno: nikomu nie przeszkadzałam. Po prostu wybrałam niewłaściwą osobę – i znosiłam to zbyt długo, żeby nie być „niepotrzebną”.