Kelly.
Zapisałem numer, a następnie odłożyłem telefon dokładnie tam, gdzie był.
Gdy wychodziłem, trzęsły mi się ręce.
Następnego ranka przeczytałem odpowiedź na moją wiadomość: „Cześć, tu Catherine. Była dziewczyna Seana. Czy moglibyśmy porozmawiać?”
Kiedy wychodziłam z domu, powiedziałam Peterowi, że mam kilka spraw do załatwienia.
Nie kwestionował tego.
To w pewnym sensie pogorszyło sprawę.
Pojechałem do małej kawiarni po drugiej stronie miasta.
Kiedy Kelly przybyła, wyglądała młodziej, niż pamiętałem.
Przez chwilę nic nie mówiliśmy.
Potem przemówiłem.
„Muszę wiedzieć, co powiedziałeś Peterowi.”
„Mówił o tobie i dzieciach, jakby to już było postanowione” – odparła bez wahania.
Zmarszczyłem brwi.
„Mówił tak, jakby to była tylko kwestia czasu – że się przejmiesz i wszystko… się zmieni. Że dzieci zostaną z nim na stałe, a ty po prostu… znikniesz”.
Spojrzałem na nią.
„On naprawdę to powiedział?”
Skinęła głową. „Więcej niż raz.”
„Jesteś pewien?”
„Nie byłoby mnie tutaj, gdybym nie był. To jeden z powodów, dla których odszedłem.”
Długo potem siedziałem w samochodzie.
Nie płaczę. Nie jestem zła.
Po prostu jasne — po raz pierwszy od lat.
Myślałam, że reaguję na coś nagłego.
Ale to narastało cały czas.
I przegapiłem to.
Tego popołudnia osobiście odebrałem dzieci.
Rozmawiałem z nauczycielem Jonathana i zadałem mu pytania, które powinienem był zadać już dawno temu.
Sprawdziłem harmonogram Lili i potwierdziłem wszystko bezpośrednio.
Na początku czułam się dziwnie – jakbym cofnęła się do roli, z której zostałam stopniowo wypchnięta.
Ale z każdą rozmową coś się wyjaśniało.
Już nie zgadywałem.
Pojawiałam się.
Przez kolejne tygodnie kontynuowałem.
Organizowałam wszystkie dokumenty, dzwoniłam i śledziłam wszystkie sprawy, którymi zajmował się Sean.
Każdy krok był mały, ale razem miały znaczenie.
Piotr to zauważył, ale niewiele powiedział.