Klik.
Nic.
Potem po chodniku w pobliżu powoli szła mała dziewczynka.
Była chuda i miała na sobie za duże, znoszone ubrania, które ewidentnie nie były dla niej stworzone. Miała potargane włosy i ściskała przy piersi małą plastikową torbę, jakby mieściła w niej wszystkie jej rzeczy.
Miała na imię Nia.
Adrian natychmiast ją zauważył.
„Hej, ty tam!” – zawołał.
Nia zamarła.
Nie dlatego, że chciała zwrócić na siebie uwagę, ale dlatego, że uwaga zazwyczaj oznaczała kłopoty.
„Nic nie wziąłem” – powiedział cicho, spuszczając wzrok.
Jeden z mężczyzn w garniturach zrobił krok naprzód, uśmiechając się szeroko.
„Nie martw się” – powiedział. „Nikt nie powiedział, że coś ukradłeś”.
Adrian roześmiał się głośno, tak że stojący w pobliżu mogli go usłyszeć.