Dziewczynka zapukała do drzwi i powiedziała: „Uderzyli moją matkę, umiera”. Olbrzymi chłop pozostawił wszystkich bez słowa

„Przynieś apteczkę z wózka!” krzyknął Matei. Potem pochylił się nad nią. „Proszę pani… Jestem Matei Varga, z farmy La Stejar. Pani córeczka jest cała i zdrowa. Kto pani to zrobił?”

Kobieta z trudem otworzyła oczy. „Trzy… trzy osoby… jedna miała gwiazdę na dłoni…” Po czym zemdlała.

Matei zacisnął zęby. „Skorpion…” mruknął. W jego umyśle odżyło stare wspomnienie okrutnego rabusia, który lata temu zabił jego brata. Myślał, że zabił go własną ręką, ale wyglądało na to, że potwór żyje.

Następnego ranka wioska tętniła życiem. Wszyscy słyszeli historię dziewczynki i rannej matki. Niektórzy się bali, inni patrzyli na Mateia jak na zbawiciela. Ale on nie pragnął chwały. Pragnął sprawiedliwości.

Kilka dni później, w wiejskiej tawernie, nieznajomy z zabandażowaną ręką i zamglonymi oczami zbyt głośno mówił o złocie ukrytym w pobliżu czerwonego wzgórza. Matei wszedł cicho, z kapeluszem na oczach. Nie trzeba było nic mówić. Kiedy mężczyzna się odwrócił, zamarł. Blizna w kształcie gwiazdy była widoczna przez bandaże.