Dziewczynka zapukała do drzwi i powiedziała: „Uderzyli moją matkę, umiera”. Olbrzymi chłop pozostawił wszystkich bez słowa

„Myślałem, że nie żyjesz, Scorpie.”

„Myślałem, że ty też nie żyjesz, Varga.”

W pomieszczeniu zapadła cisza. Kula przecięła ciszę – i wszystko skończyło się w ciągu kilku sekund. Kiedy kurz opadł, Matei stał wyprostowany z pistoletem w dłoni, a złodziej leżał na podłodze.

Wyszedł na słońce, oddychając głęboko. Daleko, na farmie, czekały na niego mała dziewczynka i jej matka. Kiedy je zobaczył, Matei zdjął kapelusz i uśmiechnął się po raz pierwszy od wielu lat.

„Już po wszystkim, maleńka. Jesteś bezpieczna.”

I po raz pierwszy od dawna farma „La Stejar” nie wydawała się już tylko miejscem pracy, ale domem.

Matei zamarł. W jego oczach, niegdyś spokojnych jak głęboka woda, zapłonęła furia, jakiej ludzie nie widzieli od lat. „Marin, weź czterech ludzi i przygotuj konie. Wyruszamy.”