Dziewczynka zapukała do drzwi i powiedziała: „Uderzyli moją matkę, umiera”. Olbrzymi chłop pozostawił wszystkich bez słowa

Matei zacisnął zęby. „Skorpion…” mruknął. W jego umyśle pojawiło się stare wspomnienie okrutnego rabusia, który lata temu zabił jego brata. Myślał, że zabił go własną ręką, ale wyglądało na to, że potwór żyje.

Następnego ranka wioska tętniła życiem. Wszyscy słyszeli historię małej dziewczynki i rannej matki. Niektórzy się bali, inni patrzyli na Mateia jak na zbawiciela. Ale on nie pragnął chwały. Pragnął sprawiedliwości.

Kilka dni później, w wiejskiej tawernie, nieznajomy z zabandażowaną ręką i zamglonymi oczami zbyt głośno mówił o złocie ukrytym w pobliżu czerwonego wzgórza. Matei wszedł cicho, z kapeluszem na oczach. Nie trzeba było nic mówić. Kiedy mężczyzna się odwrócił, pozostał nieruchomy. Blizna w kształcie gwiazdy była widoczna przez bandaże.

„Myślałem, że nie żyjesz, Skorpionie.”