Mój brat bliźniak wyciągnął mnie z płonącego domu i wbiegł z powrotem, żeby uratować naszego psa. Nigdy nie wyszedł. Przez 31 lat wierzyłem, że jego strata to moja wina. Aż nagle, w moje 45. urodziny, do moich drzwi zapukał mężczyzna z twarzą mojego brata i powiedział, że w pożarze jest coś, o czym nigdy mi nie powiedziano.
Poranek 14 grudnia jest dla mnie zawsze najtrudniejszym dniem w roku.
Mam na imię Regina, choć wszyscy, którzy mnie dobrze znają, mówią mi Reggie. Nalewałam sobie pierwszą kawę, gdy ktoś zapukał. Nie spodziewałam się nikogo. Moje 45. urodziny nie były dniem, który świętowałam. Przez ostatnie 31 lat to był dzień, w którym przeżywałam żałobę.
Moje 45 urodziny nie były dniem, który świętowałam.
Odstawiłem kubek i podszedłem do drzwi. Kiedy je otworzyłem, serce mi prawie stanęło.
Mężczyzna stojący na moim ganku miał oczy mojego zmarłego brata, tę samą ostrą szczękę i krzywy uśmiech, który zawsze rozciągał się ku lewej stronie. Trzymał mały bukiet i zaklejoną kopertę.
Przez długą chwilę mój mózg po prostu odmawiał mi przetwarzania czegokolwiek. Stałem tam, ściskając framugę drzwi i nakazując sobie oddychać.
Nie, to nie mógł być on. Daniel był pochowany 31 lat temu.
Mężczyzna stojący na moim ganku miał oczy mojego zmarłego brata.
Wtedy zauważyłem coś dziwnego. Mężczyzna przeniósł ciężar ciała i wtedy zobaczyłem to wyraźnie. Utykał na prawą nogę. Niewielkie, utykające utykanie, takie, które towarzyszyło mu od dawna.
Daniel nigdy nie utykał. Co oznaczało, że mężczyzna przede mną nie był duchem.
Wyciągnął kopertę. Zawahałam się, zanim ją wzięłam i powoli otworzyłam klapkę. W środku była kartka z napisem: „Wszystkiego najlepszego z okazji urodzin, siostro”.
Serce zaczęło mi walić. Jedyny brat, jakiego miałem, dawno odszedł.
W środku znajdowała się kartka z napisem: „Wszystkiego najlepszego z okazji urodzin, siostro”.