„Znacznie poniżej normy” – mruknął, pisząc. „Wygląd i tekstura skóry przed okresem dojrzewania. H.”
Kiedy skończył, kazał mi się ubrać i zawołał ojca z powrotem do pokoju.
„Sędzio Callahan” – powiedział dr Harrison, rozsiadając się w skórzanym fotelu. „Będę bezpośredni. Stan pańskiego syna to nie tylko kruchość konstytucjonalna. Cierpi na to, co nazywamy hipogonadyzmem, czyli niedorozwój narządów płciowych. Prawdopodobnie było to spowodowane przedwczesnym porodem i późniejszymi opóźnieniami rozwojowymi”.
Twarz mojego ojca pozostała beznamiętna. „Co to oznacza dla jego przyszłości, dla małżeństwa i kontynuacji linii rodowej?”
Doktor Harrison spojrzał na mnie, a potem z powrotem na mojego ojca. „Sędzio, prawdopodobieństwo, że twój syn będzie miał potomstwo, jest praktycznie zerowe. Tkanka jąder jest niewystarczająca do spermatogenezy, czyli produkcji żywotnego nasienia. Jego produkcja hormonów jest ewidentnie niedostateczna, o czym świadczy brak drugorzędnych cech płciowych. Nawet gdyby się ożenił, konsumpcja mogłaby się okazać trudna, a poczęcie, moim zdaniem, byłoby niemożliwe”.
To słowo zawisło w powietrzu jak wyrok śmierci. Niemożliwe. Ojciec milczał przez dłuższą chwilę. „Jesteś absolutnie pewien”.
„Z taką pewnością, na jaką pozwala medycyna. Widziałem może kilkanaście takich przypadków w swojej karierze. Żaden nie doprowadził do narodzin dziecka”.
„Rozumiem. Dziękuję, doktorze Harrison. Prześlę zapłatę do pana gabinetu.”
Po wyjściu lekarza mój ojciec nalał sobie trzy palce bourbona i wpatrywał się w rzekę przez okno.