Pewnego wieczoru, gdy wrócił z lasu przemoczony do suchej nitki, Elena podała mu kubek gorącej herbaty. Ich dłonie zetknęły się na chwilę. „Dziękuję” – powiedział krótko. Skinęła głową bez słowa. W tym momencie wydarzyło się coś, czego żadne z nich nie chciało zauważyć – mała iskierka, ukryta pod ich codziennym milczeniem.
Wiosna nadeszła wraz ze wschodem słońca nad nieruchomymi, białymi grzbietami. Elena schudła, nie zdając sobie z tego sprawy, a jej policzki zakwitły. Nauczyła się nosić drewno, myć się w rzece, gotować bez przepisów. Kiedy po raz pierwszy od miesięcy pojechała do wioski, kobiety były zdumione. „Jesteś inną osobą” – powiedziały jej. Uśmiechnęła się. „Może po raz pierwszy jestem sobą”.
Pewnego wieczoru Calin wrócił wcześnie do domu. Dzieci spały, a ogień palił się cicho. „Eleno” – powiedział cicho – „wiesz, nie chciałem cię tu tak przyprowadzić. Myślałem, że nas wszystkich znienawidzisz”. Spojrzała na niego zaskoczona. „A jednak nie mogłem odejść” – odpowiedział.
Podszedł bliżej i wziął ją za rękę. „Dziękuję, że nas nie zostawiłaś”. W jego oczach dostrzegła łagodność, jakiej nigdy wcześniej nie widziała. Po raz pierwszy ten mały dom nie wydawał się już więzieniem, a miejscem, w którym jej życie mogło zacząć się od nowa.