W wieku 16 lat ojciec zmusił swoją otyłą córkę do poślubienia góralskiego człowieka, który miał dwójkę dzieci

Pewnego wieczoru Călin wrócił wcześnie do domu. Dzieci spały, a ogień palił się cicho. „Eleno” – powiedział cicho – „wiesz, nie chciałem cię tu przyprowadzić w ten sposób. Myślałem, że nas wszystkich znienawidzisz”. Spojrzała na niego zaskoczona. „A jednak nie mogłem odejść” – odparł.

Podszedł bliżej i wziął ją za rękę. „Dziękuję, że nas nie zostawiłaś”. W jego oczach dostrzegła łagodność, jakiej nigdy wcześniej nie widziała. Po raz pierwszy ten mały dom nie wydawał się już więzieniem, ale miejscem, w którym jej życie mogło zacząć się od nowa.

Călin cofnął się o krok, patrząc na nią, jak odgarnia włosy i gasi lampę. „Jesteś silna, Eleno. Silniejsza ode mnie”. Uśmiechnęła się lekko. „Nie, po prostu nauczyłem się, że czasami miłość nie przychodzi z kwiatami i obietnicami, ale z porąbanym drewnem i ciszą, która mówi więcej niż jakiekolwiek słowa”.

Tej nocy wiatr ucichł. Wysoko w górach, kobieta, która kiedyś była przestraszoną dziewczynką, dowiedziała się, że los czasami nie jest karą, lecz drogą do odnalezienia siebie. Miłość, jakkolwiek nieoczekiwana, rodzi się dokładnie tam, gdzie serce nie ma już nadziei.