Czas płynął w górach powoli. Dni były zimne, a noce zdawały się nie mieć końca. Elena powoli przyzwyczajała się do szumu wiatru i trzasku drewna w piecu. Często siadała w ciszy i słuchała echa gór, zastanawiając się, czy jej życie kiedykolwiek się zmieni.
Pewnego ranka, gdy na zewnątrz lekko padał śnieg, Beni nieśmiało podszedł do niej. Trzymał w dłoni okrągły kamień. „To dla ciebie” – powiedział nieśmiało. Elena poczuła ciepło w duszy. Uśmiechnęła się szczerze po raz pierwszy. Może, ale tylko może, nie wszystko stracone.
Każdego dnia między nią a dziećmi tworzyła się delikatna, niemal niewidzialna więź. Uczyła je piec ciasta, zbierać polne kwiaty, śpiewać stare piosenki. Maria, która początkowo patrzyła na nią z pogardą, zaczęła prosić ją o radę. Călin zauważył zmianę, ale milczał. Podobała mu się cisza, która zapanowała w domu.
Pewnego wieczoru, gdy wrócił z lasu przemoczony do suchej nitki, Elena podała mu kubek gorącej herbaty. Ich dłonie zetknęły się na chwilę. „Dziękuję” – powiedział krótko. Skinęła głową bez słowa. W tym momencie wydarzyło się coś, czego żadne z nich nie chciało zauważyć – mała iskierka, ukryta pod ich codziennym milczeniem.
Wiosna nadeszła wraz ze wschodem słońca nad wciąż białymi grzbietami. Elena schudła, nie zdając sobie z tego sprawy, a jej policzki zakwitły. Nauczyła się nosić drewno, myć się w rzece, gotować bez przepisów. Kiedy po raz pierwszy od miesięcy przyjechała do wioski, kobiety były zdumione. „Jesteś inną osobą” – powiedziały jej. Uśmiechnęła się. „Może po raz pierwszy jestem sobą”.